Wartość życia

Kiedy Benedykt XVI, imiennik Ojca Mnichów, ogłasza w Kościele rok wiary, to zamyślenia benedyktyńskie muszą skierować swą uwagę ku tej decyzji. Co więcej, nie sposób nie skojarzyć tego wydarzenia z diagnozą przedstawioną przez Ojca świętego w książce z początku pierwszej dekady XXI wieku pt. Europa Benedykta w kryzysie kultur. Już wówczas widać było poszukiwanie tożsamości chrześcijańskiej Europy w kulturze modlitwy i pracy oraz nadziei pokładanej w „programie” św. Benedykta, który raz już uratował stary kontynent przy okropnym rozkładzie życia społecznego. Ten program wyraża skromna reguła – szkoła dobrego i świętego życia, niosącego potencjał odnowy świata.

Wspomnianą książkę Benedykt XVI kończy w dość zaskakujący sposób. Po wnikliwej diagnozie przemian kulturowych i aksjologicznych właściwie odmawia jej podsumowania i przedstawienia wniosków. W pierwszej kolejności wydaje się to ewidentnym brakiem tej pozycji. Po chwili zastanowienia widać jednoznaczne wskazanie autora. Nie jest nim zbiór metod i strategii inżynierii społecznej oraz szerokich zmian kulturowych. Jest nim program indywidualny, na wskroś benedyktyńska recepta na kryzys starego kontynentu; lek już co najmniej raz sprawdzony. Papież przywołuje na koniec książki jeden z ostatnich ale niezmiernie bogatych w treści fragmentów reguły: „Podobnie jak istnieje zawziętość zła i gorzka, która oddala od Boga i prowadzi do piekła, tak jest i gorliwość dobra, która oddala od grzechów, a prowadzi do Boga i do życia wiecznego. Ta więc właśnie gorliwość niechaj wyróżnia mnichów w ich życiu żarliwej miłości tak, aby w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzali. Niech słabości swoje duchowe i cielesne znoszą cierpliwie. Niech prześcigają się nawzajem w posłuszeństwie. Niechaj nikt nie szuka tego, co uważa za pożyteczne dla siebie, lecz raczej tego, co dla drugiego. Niech darzą się wzajemnie czystą w intencji miłością braterską. Niech Boga boją się dlatego, że Go miłują . Opata swego niech kochają miłością szczerą i pokorną. Niech nic nigdy nie będzie dla nich ważniejsze od Chrystusa, 12 który oby nas razem raczył doprowadzić do życia wiecznego”. Na koniec powie: dziś potrzeba nam właśnie ludzi dobrej gorliwości. A nawet chce powiedzieć, od nich właśnie zależy los świata. Wielkie to zadanie na rok wiary.

Nie starczy tu miejsca, by każdy z elementów tego programu w tym miejscu rozwinąć. Kilka więc tylko myśli w tym momencie – mam bowiem nadzieję, że w najbliższych spotkaniach podążymy programem roku wiary w świetle jego benedyktyńskich źródeł (których w działaniu Ojca świętego nie trzeba przecież szczególnie wnikliwie szukać).

Jednym z podstawowych obrazów, w jakich wypowiada swój byt człowiek – to wartość jego życia. Wiara jest furtką, która na nią otwiera; jest punktem wyjścia, by spieszyć do niebieskiej ojczyzny, a nadzieję jej realności wyrażać w swoim codziennym postępowaniu. Nie sposób inaczej rozumieć programu wiary, jaki został przed nami zarysowany, jak powierzenia każdemu z nas jego życia z czytelnym sygnałem – wiara je przemieni!

Przede wszystkim, jest to program niepozorny; program mądrości, która uczyni nas silnym i odpornym na zamieszanie panujące w świecie. Nakazuje poznać naprawdę samego siebie i odwrócić się od siebie. Pamiętać o swojej słabości, a widząc kogoś słabego pamiętać, że nie wiadomo, jak długo nam starczy sił i łaski. Nigdy nie wiemy, jak długo wytrwamy w dobrym. Mądrość tego programu nakazuje, by się nie spieszyć, porzucić łatwowierność w proste rozwiązania, ale jednocześnie swoje życie uprościć jak to tylko możliwe. Tomasz à Kempis kwituje to precyzyjnie: „Dobre życie czyni człowieka mądrym w Bogu i daje mu głębię doświadczenia. Im kto uczyni się pokorniejszym i bardziej oddanym Bogu, tym stanie się mądrzejszym i zdobędzie więcej wewnętrznego pokoju”.

W dalszej części jest to program, który ma nas otworzyć na miłość. Wiara, która otwiera nas na Bożą obecność, według św. Benedykt kluczową dla uporządkowania życia, gdy jest świadoma i realna, musi prowadzić nas do coraz lepszego rozumienia tajemnicy krzyża: ofiarowania Syna Bożego, miłości i śmierci zespolonej w jedno, w którym miłość wzrasta a śmierć się umniejsza, by ostatecznie zniknąć wobec potęgi Boga. Gdy przestaje to być abstrakcyjne, a staje się doświadczeniem tego, że to za mnie, ze względu na mnie, i dla mnie, Jezus cierpi i umiera w poczuciu samotności, człowiek staje oniemiały wobec tego szaleństwa. Czy można inaczej odpowiedzieć na to jak wysiłkiem, by w drugim człowieku zacząć dostrzegać obecność Chrystusa i starać się naśladować go w jego radykalizmie miłości? Znowu Tomasz à Kempis: „Kto ma w sobie miłość prawdziwą i doskonałą, w niczym nie szuka siebie, lecz pragnie tylko, aby okazywała się we wszystkim chwała Boża”. W języku benedyktyńskim: „Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony”.
I w końcu jest to program prawdy i pokory, który nakazuje, by wszystko odnosić do Boga, z którego wypływa wszystko i w którym kończy się horyzont naszego świata, świata wiary.

Ojciec święty podejmuje program św. Benedykta, by Europie Benedykta w głębokim kryzysie dać nadzieję na ratunek. Nam zaś pewność, że dzięki wierze — świat nas nie zwycięży.

Autor: Michał Królikowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *